Świadectwo Marianny

Moje świadectwo na działanie Pana Jezusa

Jestem w związku niesakramentalnym od 15 lat. Do kościoła chodziłam od przypadku, oddalałam się od Boga, coraz bardziej.Wtedy zachorował mąż - guz płuca, szpital, operacja. W tym samym czasie u mojej córki dwudziestoparoletniej wykryto " Nowotwór guza ślinianki", świat mi się załamał i wtedy przypomniałam sobie o Bogu. Modliłam się już wtedy zawierzając córkę Panu Jezusowi. Modliła się o jej zdrowie " Odnowa w Duchu Świętym ". Córka przyjęłam sakrament chorych. Ja nie ustawałam w modlitwie. Zanim córka poszła na blok operacyjny przyjęła Pana Jezusa. Kiedy wybudziła się z narkozy, była pogodna i uśmiechnięta, bo był z nią Pan Jezus. Po trzech dniach była już w domu. Bogu dziękowałam za córkę i za wszystkich , którzy się za nią modlili. Jest już osiem lat po operacji, córka czuje się dobrze. Czyż to nie było działanie Ducha Świętego, czy nie uleczyła ja modlitwa ?. Męża odebrałam po trzech miesiącach ze szpitala w bardzo złym stanie, lekarz nie dawali szans na dalsze życie. Nakłaniałam go do sakramentu pojednania i namaszczenia chorych. Jest pod opieką hospicjum domowego i stawiałam go przed faktem. Wcześniej uzgodniłam z księdzem, że przyjdzie w pierwszy piątek miesiąca. Po sakramentach polepszył się stan zdrowia. Od 2007 roku leżał w pampersach, był 4 lata na morfinie, był trudny, wymagający, ale co miesiąc przyjmował Pana Jezusa. Ja cały czas byłam w stanie łaski uświęcającej i tak jest dotychczas. Wtedy spadł na mnie nowy cios, zachorował mój starszy brat. Ponieważ był sam, przywiozłam go do siebie, 3 miesiące był rośliną. Tak na 30 kw było dwóch bardzo chorych, a ja sama z nimi. Wieczorami przyjeżdżała moja córka, zostawała z chorymi, a ja wychodziłam z pampersami do śmietnika. Po trzech miesiącach brat odszedł do Pana. Kto mi pomagał? Dobry Pan Jezus. Ja dalej się modliłam, więcej i więcej, już wtedy bardzo kochałam Pana Jezusa. Cały czas czułam, że dodaje mi sił, że jest przy mnie. Mąż po pięciu latach wstał z łóżka. Przyszedł czas, że sam zaczął chodzić do kościoła. Ja coraz bardziej uczestniczyłam w pojednaniu z Panem Jezusem i wtedy Pan Bóg postawił na mojej drodze osobę, z którą wzięłam udział w pielgrzymce do Medjugorje. Zakochałam się w Matce Najświętszej, dziękowałam za to, że nie byłam przy chorym, że mogłam być z nią. Od tego czasu modlę się na Mszach o uzdrowienie mojej duszy i proszę o wyprostowanie ścieżki, którą sama pokręciłam. 9 stycznia na Mszy Świętej prosiłam Pana Jezusa, aby dopomógł mi w rozwiązaniu mojego problemu. Jezus dopomógł, teraz już wiem. 8 lutego mąż dobrowolnie (sam tego chciał), wyprowadził się do wynajętego mieszkania. Mieszka sam i ja mieszkam sama. 9 lutego na Mszy Świętej nie widziałam nic poza Panem Jezusem, płakałam i dziękowałam mu za pomoc. Pomogłam urządzić mężowi mieszkanie, pomagam jak mogę. Uzgodniliśmy, że wniesiemy sprawę o rozwód. Tak oto przy pomocy modlitwy i silnej wiary, pomocy Pana Jezusa, który wyprostował nam drogi jesteśmy silni wiarą. Dziękuję Dobremu Bogu za to, że tyle przeszłam, teraz wiem, że to było po coś. Cieszę się, że jestem silniejsza, że znów mogę być blisko Boga, i że mogę mieć prostszą drogę do wieczności. Tak bardzo Bóg mnie umiłował, a ja będę się starała, aby go nie zawieść.


Ufam Tobie Panie
Marianna

<<< Powrót do strony - "Przemiana życia - świadectwa"

STUDNIA JAKUBA